Opowiem wam o tym, jak w sobotni poranek poszłam biegać.
Niby nic szczególnego. Poza tym, że było trochę mroźno, że barwy drzew wskazywały ewidentnie, że jest jesień, że świeciło przepiękne słońce, a niebo było błękitne, tylko gdzieniegdzie wędrowały małe, białe chmurki.
I choć najchętniej przy takiej temperaturze pozostałabym w łóżku - wyszłam biegać.
W połowie trasy mam moją ulubioną ławeczkę - w letnie upały robiłam tam przerwę na odrobinę wody. Tym razem postanowiłam zostać chwilę dłużej. Siedząc na ławeczce - za plecami miałam las, a przed sobą rozpościerające się całe pasmo Karkonoszy :) I siedząc tam - po turecku - co w butach do biegania wcale nie było takie łatwe i wygodne :D - chłonąc tą całą pozytywną energię świata, która mnie otaczała, przypomniałam sobie jedną z moich ulubionych książek "Jedz, módl się i kochaj" i balijskie medytacje. Czyli medytacje uśmiechu. I siedziałam tam dobre pół godziny uśmiechając się do świata - czerpiąc pozytywną energię, ale i ją emitując. I może brzmi to banalnie albo górnolotnie, ale do domu wróciłam przepełniona niesamowitym szczęściem.
I tak samo zrobiłam w niedzielę, i w poniedziałek. I czuję się lżejsza o te wszystkie kilogramy negatywnej energii, złych emocji, czuję się lżejsza i szczęśliwsza :)
Wam też życzę znalezienia swojego miejsca na ziemi, w którym po prostu siedząc - macie ochotę się uśmiechać. A stąd już tylko krok to medytacji uśmiechu. W dużym skrócie chodzi o uśmiech całym sobą - jak to mówi w książce balijski mędrzec - macie uśmiechać się nawet swoją wątrobą :)
Weekend spędziłam też na czytaniu biografii Audrey Hepburn, która jest świetnie napisana i którą wam polecam - w kilka dni, w sumie tylko wieczorami przed snem - przeczytałam już prawie 200 stron :) Przy okazji postanowiłam na bieżąco oglądać filmy opisywane w książce - i zaczęłam od pierwszego filmu z główną rolą Audrey i od razu rolą oskarową, czyli "Rzymskie wakacje".
Film świetny, a Audrey piękna i magiczna, jest coś niesamowitego w jej grze, w jej ruchach, w jej mimice - aż człowiek nie może przestać na nią patrzeć :)
Na koniec jeszcze tylko opowiem wam o stronie, którą wynalazła w internecie siostra mojej przyjaciółki -
www.aliexpress.com - na jej przeglądaniu spędziłam pół niedzieli :D
W dużym skrócie jest to coś w stylu chińskiego allegro - z niesamowitym wyborem i jeszcze bardziej niesamowitymi cenami :D jedyne minusy to płatność w dolarach i przesyłka, która idzie z Chin jakieś 30-45 dni. Ale jeśli zaznaczycie opcję "free shipping" przesyłka będzie darmowa :)
Z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że rok temu kupując ciuchy z Chin - dostałam je właśnie z tej strony:D tu możecie je zobaczyć :
moja ulubiona koszula w kwiaty i
biało-czarna koszula w konie Jestem z nich bardzo zadowolona i od roku są moimi ulubionymi koszulami :)) Dlatego koszule były pierwszym celem poszukiwań - i znalazłam ich zdecydowanie za dużo :D Teraz nie mogę się zdecydować :(( Na dniach będę robić pierwsze zamówienie, więc gdzieś za ponad miesiąc spodziewajcie się nowych stylizacji :D
Kiedy czytacie ten post - ja właśnie jestem pierwszy dzień w pracy w szpitalu :)
A po południu wybieram się na wernisaż fotografii Karola Wolińskiego "Wokół Chojnika, wokół Jeleniej Góry" - już się nie mogę doczekać, bo zdjęcia Karola uwielbiam - pokazują magię moich ukochanych miejsc :)
W czwartek i piątek Jeleniogórskie Spotkania Teatralne plus wernisaż w BWA o Miedziance - czyli mieście, które z powodu obecnej tam kopalni uranu uległo całkowitemu zniszczeniu. Cały czas zabieram się do przeczytania książki "Miedzianka. Historia znikania" - muszę to w końcu nadrobić.
Weekend też zapowiada się całkiem ciekawie - ale o tym w kolejnym poście :)