Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2015

sernik pomarańczowo-czekoladowy

Witajcie kochani.
Weekend majowy minął zdecydowanie zbyt szybko i był zdecydowanie zbyt zimny - nadmorski wiatr dał mi się we znaki :D Relacja z weekendu majowego będzie niestety trochę później ze względu na to, iż  Jordan ze zdjęciami pojechał do Jeleniej Góry, a ja przyjechałam do Olsztyna :D Od poniedziałku mieszkam u Cioci i Wujka, a od 8 do 13 odbywam obowiązkowy staż w ramach specjalizacji na Oddziale Hematologii. Pierwszy dzień był dosyć dziwny, wpadłam w jakiś wir niesnasek między ordynatorką a lekarzami, ale już od wczoraj jest bardzo miło :)
Poza tym spaceruję po olsztyńskiej starówce, parkach, jem przepyszne lody, i w zasadzie głównie odpoczywam :)


A dziś przepis na podobno najlepsze ciasto, jakie kiedykolwiek zrobiłam, czyli sernik czekoladowo-pomarańczowy.

Spód:
- 150 g ciastek z nadzieniem (typu hity) - ja preferuję z nadzieniem czekoladowym
- 100g masła

Masło roztapiamy i zalewamy nim rozgniecione ciasteczka. Masę umieszczamy na dnie tortownicy i na czas przygotowania masy serowej wkładamy do lodówki.

Masa serowa:
- 500g sera
- 100g cukru
- 125g gorzkiej czekolady
- 2 jajka
- 125ml śmietany 30%
- skórka z 1 pomarańczy, sok z połowy pomarańczy

Ser mieszamy z cukrem, jajkami. Ja czekoladę rozpuszczam w mikrofalówce - połamaną na kostki wkładam w małym naczynku do mikrofalówki, co chwilę otwieram, żeby przemieszać, a kiedy stanie się prawie płynna dolewam po trochę śmietany, jeszcze na chwilę wkładam do mikrofalówki, po czym wyjmuję i mieszam z resztą śmietany. Tak przygotowaną masę należy wmieszać do masy serowej, dodać skórkę i sok pomarańczowy.
Całość wylewamy na gotowy spód. Pieczemy w 160stopniach ok.1 godz.

Za zdjęcia przepraszam, ale musicie uwierzyć, że wyszedł naprawdę rewelacyjny :D




sobota, 11 kwietnia 2015

muffiny pomarańczowo-czekoladowe

Dziś kolejny przepis cukierniczy - ostatnio mam fazę na punkcie pieczenia :)
Muffiny zawsze robię wg standardowego przepisu, dodając tylko, to co akurat wymyślę, to na co akurat mam ochotę :)
Tym razem były to muffiny świąteczne, więc postanowiłam dodać pomarańczę, imbir i czekoladę.

Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 2/3 szklanki cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 szklanka mleka
- 0,5 szklanki oleju
- 2 jajka
- sok i skórka z 1 pomarańczy
- 10 kostek czekolady mlecznej
- 1 łyżka kakao
- starty mały kawałek imbiru

Wszystkie składniki mieszamy łyżką, umieszczamy w formie do pieczenia muffin, pieczemy 30 minut w 180 stopniach.







 A jeśli chodzi o fazy kulinarne to zakupiłam sobie ostatnio "przepiśnik", czyli zeszyt na przepisy, wybrałam prześliczny z moim ukochanym łowickim wzorem :D Kiedyś mi się wydawało, że fanaberią jest posiadanie zeszytu na przepisy, ale w tym zakochałam się od pierwszego wejrzenia - jest super podzielony na rozdziały, łatwo można znaleźć swoje ulubione przepisy, do tego zawiera też kilka przepisów od autora, jednym słowem używam go prawie codziennie w kuchni :)


Kończąc ten post, ale jednak dalej mówiąc o jedzeniu - byłam wczoraj na jednodniowym kursie we Wrocławiu, gdzie nie mogłam nie zajrzeć do mojej ulubionej restauracji, czyli Pinoli. Tym razem zdecydowałam się na policzki wołowe z warzywami i buraczanym kaszotto. Policzki niesamowicie miękkie, Jedyne co bym zmieniła to może tylko nieco bardziej wyraziście je doprawiła. Ale i tak były pyszne :)



poniedziałek, 6 kwietnia 2015

sernik cytrynowy

Witajcie kochani, właśnie wróciłam z mojego świątecznego dyżuru i postanowilam podzielić się z wami kolejnym przepisem na sernik - tym razem cytrynowy.


Spód:
- kruche ciasto : 100g cukru
                           200g masła
                           300g mąki
                           2 jajka
                           kakao

Ciasto zagniatamy i wkładamy do lodówki - ja wkładam do zamrażalnika na 15min.

Masa serowa:  500g sera na sernik
                        250g mascarpone
                        4 jajka
                        1 szklanka cukru
                        1 łyżka mąki ziemniaczanej
                        1 łyżka mąki pszennej
                        skórka z 2 cytryn i sok z 2 cytryn

Kruche ciasto umieszczamy w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni na 10min, następnie wylewamy masę serową i pieczemy ok. 1,5 godziny, zmniejszając temperaturę pieczenia do 140 stopni. Ja sernik zostawiam potem w piekarniku na kilka godzin, żeby ostygł spokojnie. A potem umieszczam w lodówce na noc.
musicie wybaczyć mi to "podyżurowe" zdjęcie resztek sernika - wyszedł naprawdę przepyszny :))




P.S. Dyżur miałam o dziwo bardzo spokojny - zdążyłam obejrzeć film, do którego zabierałam się od dawna, czyli "Róża" - jak zawsze niesamowita Agata Kulesza, którą uwielbiam. I zamówić kilka rzeczy z "chińskiego allegro", czyli aliexpress.com - sukienkę i dwie bluzy - zdjęcia poniżej. Chociaż jeśli chodzi o bluzy to totalnie nie mogłam się zdecydować - podobało mi się tysiące wzorów :D Już nie mogę się doczekać aż przyjdą, chociaż to jest właśnie jedyny minus chińskich zakupów - trzeba na nie poczekać ok. 2-3 tygodnie..
A jutro znów mam dyżur :D





G12

czwartek, 2 kwietnia 2015

sernik szwarcwaldzki na zimno

Od jakiegoś czasu moją ukochaną stroną, jeśli chodzi o wypieki - są mojewypieki.com, a od czasu kiedy od kilku dni mam nowy telefon - moją ukochaną aplikacją stała się właśnie aplikacja "moje wypieki" :D Tam też znalazłam przepis na poniższy sernik - szwardzwaldzki, zwany też black forest.
Zmodyfikowałam jedynie ilość składników - wolałam mieć więcej tego pysznego ciasta :D Jeśli chcecie przepis oryginalny - odsyłam do strony albo aplikacji.
Polecam - robi się bardzo łatwo, a na święta jak znalazł :)

Składniki:
- spód: 250g markiz z nadzieniem czekoladowym
            100g masła
            plus kakao, żeby spód miał intensywnie ciemny kolor
            plus niewielka ilość mleka, żeby spód ładnie się trzymał

- masa serowa : 500g twarogu na sernik
                          400g śmietanki 30%
                          0,5 szklanki cukru (można dać więcej jeśli ktoś lubi słodkie)
                          1 op. cukru waniliowego
                          30 g żelatyny
                          1/4 szklanki gorącej wody

- na wierzch : 2 galaretki wiśniowe
                       1 op. wiśni mrożonych


Zaczynamy od rozkruszenia ciastek (na miazgę), zalania ich roztopionym masłem, odrobiną mleka i dosypaniem kakao. Całość umieszczamy na dnie tortownicy, która następnie ląduje w lodówce na czas przygotowywania reszty ciasta.

Masa serowa - ser miksujemy z cukrem, cukrem waniliowym. Śmietanę miksujemy aż do uzyskania bitej śmietany. A żelatynę rozpuszczamy w gorącej wodzie i odstawiamy do ostygnięcia.
Następnie do masy serowej powoli dodajemy ostudzoną żelatynę, jednocześnie miksując, żeby nie powstały grudki, a potem ubitą śmietanę. Tak powstałą masę wylewamy na przygotowany wcześniej spód. Wstawiamy na kilka godzin do lodówki.

Przygotowujemy potem galaretki - zalewając 500ml gorącej wody, po czym odstawiamy, aby stężały. Wiśnie rozmrażamy. Kiedy galaretka będzie prawie stężała, wiśnie umieszczamy na masie serowej, a na nich galaretkę. Na noc ciasto wkładamy do lodówki.


                       







Wesołych Świąt kochani!
Moje będą w tym roku nieco inne niż zwykle - w niedziele świąteczną mam 24-godzinny dyżur w szpitalu, więc świątecznie spotykam się z ojcem w sobotę na obiad, a potem już zacznę przygotowania do dyżuru. Śmigus dyngus minie mi na odpoczynku i ewentualnym odsypianiu. A we wtorek znów mam dyżur. Wam życzę w takim razie dużo odpoczynku w te święta :)

A co do mojego pierwszego dyżuru - jakoś przeżyłam, nie było najgorzej, chyba jedynym mankamentm jest ten totalny niedobór snu - mam nadzieję, że do tego jakoś da się przywyczaić :) Bo dziś ledwie żyję :D

poniedziałek, 30 marca 2015

pieczone żeberka w sosie z coca-colą

Pozostając dalej w tematach kulinarnych - tym razem mój przepis na żeberka w sosie z coca-colą.

Składniki:
- 1 kg żeberek
- szklanka coca-coli
- szklanka ketchupu pikantnego
- 4 łyżki dżemu aroniowego
- sól, pieprz

Żeberka dzielimy na porcje, oprószamy solą i pieprzem, podsmażamy chwilę na patelni, po czym umieszczamy w naczyniu żaroodpornym zalewając sosem zrobionym z coca-coli, ketchupu i dżemu. Wszystko zapiekamy ok. 1,5 godz w 180-200 stopniach.

Do tego czerwona kapusta - posiekana, zalana wodą, szklanką czerwonego wina, posolona, popieprzona, z dodaną łyżką brązowego cukru, niewielką ilością korzennej mieszanki przypraw, z łyżką octu balsamicznego i łyżką octu jabłkowego, oraz garścią rodzynek. Tak uduszona na sposób słodko-kwaśno-korzenny przez ok. godzinę kapusta jest moją ulubioną czerwoną kapustą :)





A ja już w środę mam swój pierwszy dyżur w szpitalu - trzymajcie kciuki, żeby nie trafili mi się jacyś ciężko chorzy pacjenci, żeby chociaż trochę dali mi się wyspać, żeby ten pierwszy dyżur nie został przeze mnie źle zapamiętany :) 

czwartek, 26 marca 2015

Cyganeria

Zgodnie z obietnicą dziś parę słów o świetnej kuchni tworzonej przez Radka Szymańskiego, przy pomocy oczywiście brata mojego Jordana - Igora, w gdyńskiej Cyganerii.
Cyganeria to najstarsza knajpka w Gdyni - otwarta została przez babcię obecnego właściciela w 1946r, a teraz odzyskała dawny blask po gruntonym remoncie - uzyskując niesamowicie ciekawy klimat, stylizowany nieco na lata 50. W meblach się zakochałam. A potem też w kuchni :)

Na przystawkę od szefa kuchni dostaliśmy łososia z kremem chrzanowym, kremem z zielonej pietruszki i kremem wasabi. Do tego tatar z buraka. Przepyszne.




Kolejna przystawka to ogony wołowe w korzennym sosie, z puree z selera barwionym sepią, z kremem z natki pietruszki, sosem demi glace oraz domowym makaronem. Niesamowity smak i faktura.



Jordan zamówił także zupę - chowder z dorszem, ziemniakami oraz szynką parmeńską. Niesamowicie intensywny smak.



Danie główne -  moje to polędwiczka wieprzowa, puree z kaszanki, karmelizowany pasternak, marynowana gorczyca i ziemniak pieczony w popiele. Przepyszne. I Jordana - pstrąg tęczowy, ragout warzywne, mule i czarna soczewica. Podobno dobre, bo już nie dałam rady nawet spróbować tak się najadłam :D




sobota, 14 marca 2015

kaszotto z krewetkami

Znów parę słów o gotowaniu - tym razem kaszotto z krewetkami.

Składniki:
- pęczak
- cebula
- czosnek
- krewetki
- masło
- białe wino
- parmezan

Zaczynamy od usunięcia z krewetek pancerzyków i głów - umieszczamy je w garnku, zalewamy wodą, dodajemy niewielką ilość soli i gotujemy.
W między czasie na patelnię wrzucamy posiekaną cebulkę i czosnek, podsmażamy chwilę, następnie wrzucamy kaszę pęczak, podsmażamy kilka minut. Następnie zalewamy wszystko białym winem. Smażymy aż odparuje. Wtedy zaczynamy tak samo jak w przypadku risotto podlewanie bulionem - używamy stworzonego przez nas bulionu z krewetek. Podlewamy niewielką ilością bulionu, cały czas mieszając, kiedy kasza wchłonie bulion, wlewamy kolejną porcję, i tak aż do czasu, kiedy kasza będzie al dente. Wtedy dodajemy krewetki, po minucie łyżkę masła oraz starty parmezan.
I gotowe!





A ja jutro wyjeżdżam na planowany od dawna urlop - zaczynamy od Wilna, potem Tallin, a na koniec Ryga. Wracamy po tygodniu. Do usłyszenia ! :))

AKTUALIZACJA - wyjazd został odwołany, z powodu "jelitówki", która mnie dopadła :((
Na północny-wschód postaramy się pojechać w innym terminie, a teraz jak dojdę do siebie może skoczymy na parę dni nad morze. Póki co dochodzę do siebie...

sobota, 7 marca 2015

jagnięcina!

Pozostajemy nadal w klimatach kulinarnych - tym razem bardzo prosty przepis na jagnięcinę (zaczerpnięty przez mojego wrocławskiego przyjaciela ze strony internetowej biedronki, a teraz przygotowany przeze mnie).

Składniki:
- jagnięcina (ja kupiłam w biedronce comber z jagnięciny)
- szynka parmeńska
- szałwia
- wino
- do tego sałatka - cukinia, granat, sok z cytryny, miód, oliwa

Zaczynamy od rozklepania jagnięciny tłuczkiem, potem przyprawiamy solą i pieprzem. Następnie na jagnięcinie umieszczamy świeżą bądź suszoną szałwię, wszystko to owijamy szynką parmeńską. Obtaczamy w mące i smażymy ok 2-3 minut z każdej strony. Następnie dolewamy wina (wg  przepisu białego, ja użyłam czerwonego i wyszło bardzo dobre), smażymy aż odparuje, po czym przekładamy mięso do naczynia żaroodpornego i na 20min wstawiamy do rozgrzanego do 150 stopni piekarnika.
W między czasie przygotowujemy sałatkę - cukinię kroimy na wstążki za pomocą obieraczki, z granatu musimy wydobyć nasiona, do tego sos - mieszamy sok z cytryny, oliwę, miód, sól i pieprz. Ja sosy zawsze robię na oko - po czym próbuję i ew. coś jeszcze dodaję.

Obiad wyszedł przepyszny :)


Udanego weekendu kochani :)
Ja czas wykorzystuję w pełni - wczoraj wernisaż fotograficzny jednego z moich ulubionych fotografów - Karola Nienartowicza (oczywiście poza moim Jordanem, którego bloga cały czas wam polecam - fotojordanplis.blogspot.com), dziś wizyta na moim oddziale, potem spacer w Bukowcu - zdjęcia już niedługo zobaczycie :) wieczorem koncert Joao de Sousa, a jutro znów poranek w pracy, a wieczór w teatrze - "Akt przerywany" Różewicza. Szkoda, że weekend trwa tylko dwa dni :D

środa, 4 marca 2015

mule na obiad

Dawno nie pisałam o gotowaniu, które tak kocham. Nie znaczy to, że przestałam gotować. Raczej zapominam w trakcie gotowania i późniejszego konsumowania robić zdjęć. A bez zdjęć ciężko pisze się na blogu o jedzeniu...
Ale tym razem o zdjęciach pamiętałam ! :D
Wszystko zaczęło się w Biedronce, gdzie znalazłam kilogramowe opakowanie muli za 14,99.
Musiałam je kupić. Wróciłam do domu i skontaktowałam się z Jordankowym bratem Igorem- kucharzem obecnie pracującym w Cyganerii w Gdyni. W czasie majówki koniecznie muszę spróbować tamtejszego jedzenia.
Ale wracając do muli zdecydowałam się na wersję podstawową.
Oliwa, cebulka, czosnek, do tego mule, sól, pieprz, białe wino, natka pietruszki, na koniec łyżka masła. Do tego bagietka. Niebo w gębie.
Polecam !






A jeśli chodzi o moją pierwszą lekcję, to nie było tak źle :D Na początku byłam trochę przerażona, ręce mi się trzesły, ale jakoś dałam sobie radę. Koleżanka, która okazała się być moją uczennicą powiedziała mi później, że było bardzo dobrze, i grupie się podobało, a z tego cieszę się chyba najbardziej :) Najgorsze, że nawet mnie, największą gadułę świata, zmęczyło to ponadgodzinne gadanie - aż buzia mnie potem bolała :D Ale cieszę się bardzo, że zdecydowałam się na to nowe wyzwanie :)

piątek, 11 lipca 2014

o restauracji, którą odwiedzić trzeba

Zgodnie z obietnicą dziś post kulinarny, ale z zupełnie innej strony niż zwykle. Ze strony smakosza.
W czasie wizyty w Trójmieście odwiedziliśmy restaurację Sztuczka. Restaurację, która na polskiej mapie kulinarnej zajmuje ważne i wysokie miejsce. Do tej pory niestety mało znana, ale myślę, że to już niedługo się zmieni. W końcu Polacy po Top Chefie pokochali polską, tak naprawdę prostą, ale zdekontruowaną kuchnię :) To wszystko znajdziecie w ciekawym, eleganckim, wysmakowanym, ale nie drażniącym wnętrzu, wnętrzu, w którym od wejścia ma się ochotę próbować tych wszystkich niezwykłych pyszności. A między naszym wyobrażeniem, a rzeczywistością różnica jest przeogromna. Po zwykłych restauracjach, w których wydawało mi się, że jadłam dobre rzeczy, wizyta w Sztuczce odmieniła moje kulinarne życie, pokazała horyzonty, o których wcześniej nie miałam pojęcia. To tak jakby wyjść poza własną wioskę, w której mieszkało się całe życie i zobaczyć przestrzeń, góry, doliny, morze w oddali - świat, który stoi przed nami otworem. A my wcześniej nawet nie wiedzieliśmy o jego istnieniu.

Zaczęliśmy od amuse bouche - czyli małych przystawek.
Pierwsza - marynowany łosoś, kawior, rukola, krem wasabi i granita burakowa.

 
Druga - wątróbka, maliny, emulsja z ziemniaków, sos demi glace, pistacje, oliwki, chips z szynki parmeńskiej


Trzecia - ser kozi, krem z pieczonych papryk, biszkopt z czarnego sezamu


Po eksplozji smaków dla kubków smakowych przyszedł czas na danie główne - ja wybrałam pierś z kaczki berberyjskiej z pieczonym burakiem, chipsem z żółtego buraka, gruszką i risotto z boczkiem. 


A Jordan - łososia z grejfrutowym sosem holenderskim, zielonym groszkiem, palonym selerem i polentą


Poza tym w Sztuczce możecie spróbować też menu lunchowego - zmieniającego się co tydzień. Wszystko znajdziecie na ich stronie na facebooku.
Jeśli chodzi o ceny - lunch 25-40zł, danie główne ok. 50zł, desery 20-30zł.
Na pierwszy rzut oka wydaje się sporo, ale przeżycie niezapomniane. I naprawdę warte przeżycia.
Ekspozja smaków, kolorów, połączeń, faktur, struktur, kompozycji - dostajecie talerz, o którym jeszcze długo będziecie opowiadać wszystkim znajomym :) zaręczam :D
Obsługa specyficzna, ale za to szef kuchni przesympatyczny :)






Ale nie tylko w restauracji próbowaliśmy takich pyszności - w domu Igor (brat mojego Jordana), kucharz ze Sztuczki, podawał nam podobne rarytasy :D Na powitalną kolację - przegrzebki, homar, kalafior z oliwą truflową, puree z kalafiora, zielone szparagi i sos bouillabaisse. Przegrzebki od tej pory stały się moim ulubionym daniem :)


A na pożegnanie - tatar z łososia.
Wróciłam kulinarnie odmieniona.



czwartek, 22 maja 2014

Ostatnio sporo pracuję, od wczoraj (tak wyszło) zajmuje się moimi pacjentami na internie, a w między czasie robię planowe przyjęcia na chirurgię. Do domu wracam wypruta, ledwie mam siłę ogarnąć obiad, jakieś porządki, nadrobić seriale i poczytać książkę - skończyłam już moje buddyjskie zajawki z Lamą Ole i byciem pożytecznym, teraz jestem w kręgach podróżniczych i polecam rewelacyjną książkę Tomka Michniewicza "Swoją drogą". Książka opowiada o pomyśle Tomka, w stosunku do najbliższych mu trzech osób - "Zabiorę cię w dowolne miejsce na świecie. Pod jednym warunkiem - decyzję, dokąd chcesz lecieć i po co, musisz podjąć już, w tej chwili." Książka z jednej strony o totalnie obcych nam krainach, o miejscach, o których mało kto wie, jak naprawdę wygląda tam życie, a z drugiej o tym jak podróże zmieniają człowieka, jego podejście, a może to też książka o człowieku w ogóle, uniwersalnie. A w kolejce czeka już "Pacjentka z sali numer 7" - na pewno niedługo wam o niej opowiem :) A jeśli chodzi o księgarnie to polecam Matras - świetne ceny i darmowy odbiór w księgarni.
A my już szykujemy się do weekendowego wypadu - pogodę jak na razie zapowiadają przepiękną :)) Jedziemy wreszcie do Zakopanego :D Będą na pewno Krupówki, Gubałówka, w zależności od ilości turystów może uda się też zobaczyć Kasprowy Wierch, no i oczywiście Morskie Oko :D W sumie mamy na wszystkie atrakcje jakieś 2 dni, bo już w niedzielę koło południa wracamy :)
Kolejny tydzień też zapowiada się ciekawie - w Jeleniej odbywać będzie się PESTKA - festiwal teatrów awangardowych, bilety na wszystkie przedstawienia już kupiłam,a w piątek przyjeżdża do mnie koleżanka-lekarka z Wrocławia, więc będziemy razem szaleć :D
Na początku czerwca kolejne atrakcje, czyli 3 dni z teatrem Dada Von Bzdulov, moim ukochanym teatrem tańca :)) Już nie mogę się doczekać :D

A na koniec obiecana dawno zupa cukiniowa - mega prosta :D

Składniki:
- 3/4 litra bulionu
- 4 cukinie
- cebula
- kilka ząbków czosnku
- sól, pieprz, zioła prowansalskie, świeża bazylia
- jogurt grecki

Do bulionu wrzucamy pokrojone warzywa - gotujemy ok. 20-30min, doprawiamy. Zostawiamy do ostygnięcia, po czym blendujemy i na koniec dodajemy kilka łyżek jogurtu greckiego. Smacznego :)


w tle nasza nowa cerata na kuchennym stole :)

środa, 7 maja 2014

zupa tajska

Dziś kolejna porcja kulinarnych pomysłów- tym razem zupa tajska :)

Składniki:
- 1 l bulionu
- mleczko kokosowe
- 1 łyżka zielonej pasty curry
- 20 dag pieczarek
- 2 ząbki czosnku
- 1 cebula
- czerwona papryka
- 30 dag krewetek
- pędy bambusa
- chilli, kolendra, sól, pieprz

Zaczynamy od zrobienia bulionu, do którego następnie wrzucamy posiekany czosnek, cebulę, paprykę i pieczarki, gotujemy ok. 15min. Potem dodajemy mleczko kokosowe, krewetki, pędy bambusa, przyprawy. Gotujemy jeszcze ok. 20min. Smacznego :)






I pozdrowienia z Wrocławia - najczęściej oprócz izby lekarskiej można spotkać mnie na obiedzie w Karavanie - w pn była zupa krem z marchewki z ziołową oliwą i kolendrą plus pierś z kurczaka w kremowym sosie z wędzonej papryki, z kaszą gryczaną :) pychota :D

piątek, 2 maja 2014

wariacja na temat curry

Dziś przepis inspirowany programami Ani Starmach - ostatnio oglądam Pyszne 25 i Czyste Smaki. Tym razem pomysł na danie z kurczakiem.


Składniki:
- 400g piersi z kurczaka
- mleczko kokosowe
- puszka pomidorów
- 2 pomidory
- cebula, czosnek
- chilli, imbir, papryka, kurkuma, sól, pieprz, kolendra

Zaczynamy od zrobienia marynaty do mięsa - mieszamy chilli, paprykę, sól, pieprz, kurkumę, starty imbir, posiekany czosnek i cebulę, dodajemy oliwę i marynujemy mięso ok. 2 godziny. Po tym czasie podsmażamy mięso (oryginalnie w woku, można też w garnku), dodajemy pomidory w puszce, mleko kokosowe, potem świeże pomidory. Zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze ok.15 min. Ja podałam z ryżem. Wyszło super :)



A jeśli chodzi o zajawki zakupowe - polecam wam promocję w Mohito (wystarczy podać hasło summer)- ja skusiłam się na prześliczną wiosenną sukienkę - postaram się niedługo wam pokazać :) 



A jeśli chodzi o długi weekend - to ja raczej odpoczywam, nadrabiam zaległości czytelnicze - ostatnio zagłębiam się w duchowości czytając "Być pożytecznym" Lamy Ole Nydahla - jednego z pierwszych ludzi zachodu, który został lamą i nauczycielem buddyjskim.
A dziś jadę na Festiwal Kwiatów do Zamku Książ, a potem na urodziny koleżanki w Wałbrzychu :) Jednym słowem idealny weekend - aktywno-konteplacyjny :) Równowaga jest w życiu najważniejsza :)

środa, 30 kwietnia 2014

tiramisu

Dziś kolejny pomysł na domowe pyszności - tym razem deser tiramisu.

Składniki:
- 500g mascarpone
- 3 jajka
- 3 łyżki cukru
- 150g biszkoptów
- 50g gorzkiego kakao
- 70ml mocnej kawy
- 2 łyżki likieru kawowego

Mascarpone mieszamy z żółtkami i cukrem. Białka ubijamy na pianę, dodajemy do reszty. Biszkopty moczymy w kawie wymieszanej z likierem (każdy biszkopt namaczamy 3sekundy). Na dno naczynia (najlepiej zrobić porcje 1-osobowe np. w małych pucharkach czy szklaneczkach) kładziemy biszkopty, na to krem, posypujemy kakao i czynność powtarzamy. Na 3 godziny umieszczamy w lodówce. I gotowe. Bardzo niestety kaloryczne, ale przepyszne :D



stat4u