Dawno mnie nie było. Zdążyłam odbyć dwa kursy we Wrocławiu, każdy prawie tygodniowy, zdążyłam pokrążyć sporo na trasie Jelenia Góra-Wrocław, pożyć trochę na walizkach, podenerwować się, i nawet dosyć porządnie mieć po dziurki w nosie całego tego życia w biegu i w ciągłej podróży (chociaż podróże uwielbiam). Na drugim kursie naprawdę miałam ochotę rzucić wszystko i wrócić do domu. Ale zostać musiałam. Humor poprawiła mi trochę nowa koszula kupiona w Stradivariusie i
Improkracja - czyli improwizowany kabaret tworzony przez świetnych ludzi we Wrocławiu. Polecam z całego serca - 1,5 godziny świetnej zabawy za 15zł na Włodkowica 21 :) Może jeszcze w maju uda mi się ich zobaczyć :)
Poza tym zwiedzałam też
Pałac Królewski - który wszystkim polecam - musicie tylko pamiętać, że zamykają o 17, bo nas pani trochę zdziwiła mówiąc, że zaraz zamykają, a my w historii Wrocławia byliśmy dopiero w okolicach I wojny światowej :D
 |
| w pałacu |
 |
| nowa koszula i nowa marynarka :) |
 |
i obraz, który mi się najbardziej spodobał :)
|
We Wrocławiu - oprócz obrzydliwie nudnych kursów - były też spotkania ze studenckimi przyjaciółmi, było poznawanie nowych knajp, nowych smaków, ale też odwiedzanie miejsc dawno nie widzianych. Tym razem były pyszne zupy w Zupie, wino w BikeCafe, jakiś lunch w Bułce z Masłem, kolacja w nowej tajskiej knajpce na przeciwko Kredki i Ołówka, obiad u Chińczyków w Hanoi, któryś wieczór w Cocofli, sałatka w Cegielni i frytki w Amsterdamie. Jeśli chodzi o hity wyjazdu - to muszę opowiedzieć wam o rewelacyjnym miejscu z shake'ami -
Shakewave na Kotlarskiej (tuż obok Amsterdamu, Cegielni i tzw.włoskiego pasażu). Miejsce po prostu bajkowe :D Tuż za progiem wita nas kolorowe wnętrze pełne wszelkiego rodzaju słodyczy :D Zupełnie jak w sklepie ze słodyczami :D Zaraz obok pojawiają się owoce, warzywa, a tuż przed nami widzimy sprzęt do robienia shake'ów :D Najlepsze, albo i najgorsze, jest to, że naszego shake'a wymyślamy sami! Mamy w tym pełną dowolność :D Mój ostatecznie składał się z gruszek, pomarańczy i ciastek jeżyków, do tego jak w każdym było mleko i lody - i smakował ekstra! Zapłaciłam za mały rozmiar 9,90 - ale były to przepysznie wydane złotówki :D
Drugim miejscem, o którym muszę wam opowiedzieć jest
Karavan (pisane Krvn). Odwiedzane przeze mnie nieraz, ale raczej w godzinach wieczornych, w celach alkoholowo-posiadówkowych. Tym razem stał się moim ulubionym miejscem na lunch, miejscem z rewelacyjnym kucharzem i świetnym jedzeniem - codziennie innym w stałej cenie za zestaw 19zł. Jeden dzień to była zupa krem z pokrzywy z wędzoną makrelą i pietruszkową pianką, do tego smażony szczupak na risotto ze świeżymi warzywami. Drugi dzień - chłodnik grejfrutowo-malinowy z bezą plus przepyszna golonka z indyka z ziemniaczkami i sałatką ze świeżym szpinakiem. Aż chce się żyć jedząc takie pyszności :)) Polecam to miejsce wszystkim :)
 |
| chłodnik |
 |
| i stylizacje w nowych ciuchach :) |
A potem były jeszcze szybkie przygotowania przedświąteczne, szybkie sprzątanie, gotowanie i jeszcze szybsze tych świąt przeżycie. Z pozytywniejszych aspektów - były też bardzo miłe spotkania ludzi, przyjaciół, znajomych niewidzianych nawet kilka lat :D
A po świętach - powrót do pracy, zmiana oddziału z pediatrii na neonatologię i kolejny ciągły brak czasu :D Ale teraz postaram się poprawić - pisać częściej, częściej odwiedzać wasze blogi, no i mieć w końcu czas na bieganie, bo przez to jedno wielkie szaleństwo znów się zaniedbałam :D
A w najbliższym czasie opowiem wam o moich nowych zajawkach kulinarnych :)
Jak tylko wrócę ze Stacji Warszawa - to dziś, i niedzielnego teatru - tym razem thriller "Autobus" :D
Miłego dnia kochani :))