poniedziałek, 6 maja 2013

majówkowo ciąg dalszy

Tak pięknej niedzieli aż wstyd byłoby nie wykorzystać - dlatego szybko przeczytałam okulistykę i ruszyliśmy z Jordanem do Parku Południowego. Jednego z naszych ulubionych miejsc we Wrocławiu. Choć w niedzielne popołudnia traci nieco swego uroku - tłumy Wrocławian są przeogromne. Za to pogoda była wymarzona :)
Przy okazji możecie porównać ze zdjęciami zrobionymi rok temu - dokładnie w tym samym parku i tej samej sukience (wtedy kupionej) http://lekarkajakoszafiarka.blogspot.com/2012/07/i-love-dresses.html. Tym razem zrobiłam z niej tunikę, dodałam jeansy i ostatnio mój ulubiony miętowy sweter :))

A jak minęła Wasza majówka? Moja miała być totalnie naukowa - a wyszła (na szczęście z racji szybko wykonanego planu) trochę chociaż rekreacyjna :) Bardzo mnie to cieszy, bo niestety następne weekendowe plany mam dopiero po 14 maja - marzy mi się ogród botaniczny i noc na Nadodrzu - zobaczymy jak wyjdzie :)

A przy okazji w ramach mojego ulubionego zajęcia, czyli planowania - chciałam Wam naprawdę polecić wczesne bookowanie biletów na Polskiego Busa - właśnie parę dni temu rezerwowałam nam wakacyjny wyjazd do Lublina - przez Warszawę w obie strony dla jednej osoby wyszło niecałe 30zł ! A jeśli człowiek dobrze poszuka znajdzie jeszcze sporo biletów po 1zł. U nas jednak trzeba było dograć termin, wyjazd z Wrocławia, dojazd wcześniej z Jeleniej, potem czas na przesiadkę w Warszawie i w miarę ludzką porę przyjazdu do Lublina, to samo tyczyło się powrotu :D Więc i tak bilety w cenie 5-8zł są ekstra :D Jedziemy na tydzień 12-19 sierpnia :) Akurat, żeby wrócić i na 23 sierpnia uszykować moje 25 urodziny :D












niedziela, 5 maja 2013

majówkowo

Dziś zdjęcia z mega krótkiego sobotniego spaceru - właściwie powrotu do Jordankowego domu z grupowego-naukowego spotkania :) Spotkanie było przemiłe, a jednocześnie strasznie chaotyczne i rozkrzyczane :D momentami wszystkie 10 osób próbowało mówić jednocześnie, a to wszystko w jakże ciekawym temacie medycyny sądowej :D do tego nasza ukochana specjalistka od ciast upiekła przepyszny sernik :)) http://slodkawyspa.blogspot.com tu znajdziecie jej inne pyszności :D

Oczywiście moje ukochane wąsy królują, tym razem wzięłam naszyjnik i pierścionek, do tego ciucholand jak zwykle rządzi :D
I nareszcie pogoda się poprawiła ! :D









sobota, 4 maja 2013

placuszki cukiniowo-marchewkowo-ziemniaczane :)

Dziś zgodnie z obietnicą coś wegetariańskiego - tym razem placuszki warzywne :)

Składniki:
- ziemniaki (ja użyłam 3)
- cukinia (1)
- marchewki (2)
- mąka
- jajko
- sól, pieprz
- do sosu - jogurt grecki, czosnek

Zaczynamy od obrania marchewki i ziemniaków, które następnie razem z cukinią ścieramy na tarce. Dodajemy 3-4 łyżki mąki i jajko, doprawiamy i smażymy.
Niewielką ilość czosnku dodałam do jogurtu, doprawiłam nieco solą, pieprzem i szczyptą cukru i wyszedł pyszny sos do placków :)
Niestety na zdjęciach jest ich tak mało, bo znikały od razu po usmażeniu :D





czwartek, 2 maja 2013

Za oknem istnie depresyjna pogoda - we Wrocławiu leje od rana...
Znajomi albo się uczą, albo wyjechali, Jordan też siedzi w swojej Przesiece. A ja już chwilowo mam dość nauki na dziś :D
Wieczór spędziłam na pogaduszkach internetowych z moją ukochaną przyjaciółką, wspólnych zakupach spódnic na allegro, piciu wina i robieniu zdjęć kamerką internetową :D
A przy okazji chwila o filmach, które obejrzałam w ciągu ostatnich dni - Pokłosie i Niebo nad Paryżem. Pierwszy - bardzo głośny film ostatniego roku. Zupełnie mnie to nie dziwi patrząc na polską mentalność i reakcje swego czasu na książki Grossa. Książki chyba dużo bardziej mnie przeraziły. Na film byłam przygotowana. A i tak sprawił mi wielki smutek. Jakby to wszystko dotknęło moich bliskich. Miałam wam kiedyś opowiedzieć, czemu uważam, że w zeszłym wcieleniu byłam Żydówką, może to dobry moment :) Zaczęło się zupełnie banalnie - nabożeństwo we wrocławskiej synagodze z okazji otwarcia po remoncie. Poszłam wtedy chyba głównie z ciekawości. Weszłam i nie mogłam wyjść, duchowo zostałam. Nie umiem tego do końca wyjaśnić, ale będąc tam, pośród ludzi, słuchając pieśni, potem też sama śpiewając, poczułam się jak w swoim miejscu na ziemi :) Poczułam jakby w tym miejscu wszystko miało sens. I do dziś jak jest mi źle śpiewam "Oseh Shalom" albo "Hava nagila" i od razu jest mi lepiej :) A na festiwalach żydowskich, czy to we Wrocławiu, czy w Warszawie jestem jak u siebie :)
Drugi film - melancholijna opowieść o Paryżu, jego mieszkańcach, o godzeniu się z losem. Polecam :)

Przy okazji polecam Wam mocną książkę "Miłość z kamienia" Grażyny Jagielskiej - parę dni temu skończyłam czytać. Książka żony znanego korespondenta wojennego, która z objawami stresu bojowego trafiła do kliniki psychiatrycznej. Momentami naprawdę przerażająca.



A na zdjęciach jak zwykle rządzi ciucholand :D






środa, 1 maja 2013

majówka

Dziś pierwszy dzień majówki, czyli długiego weekendu - chociaż dla niektórych zaczął się pewnie już w piątek. Zazdroszczę. Dla mnie to czas wytężonej nauki - wczoraj ostatni dzień na uczelni (zaliczenie z okulistyki), dziś początek prawdziwych przygotowań egzaminacyjnych. W przyszłym tygodniu - egzamin z okulistyki i medycyny sądowej, plus zaliczenie z farmakologii klinicznej, w kolejnym egzamin z onkologii. Trzymajcie kciuki :)
Na szczęście we Wrocławiu pogoda prawie jesienna - totalnie nie zachęcająca do wyjść z domu :D

Z okazji majówki post kulinarno-modowo-wyjściowy :D

Na początek wiosenne, zielone danie, bo jak już może zdążyliście się przekonać uwielbiam kolorowe jedzenie :)

Składniki:
- 30-40 dag mięsa mielonego (ja używam indyczego)
- pół pora
- 2-3 łodygi selera naciowego
- 1 cebula
- 4 ząbki czosnku
- 1 cukinia
- imbir
- natka pietruszki
- przyprawy- sól, pieprz

Zaczynamy od podsmażenia posiekanej cebuli i czosnku, następnie dodajemy rozdrobione mięso mielone, po chwili wrzucamy pokrojony drobno por i seler, na koniec pokrojoną w plastry cukinię, posiekaną natkę i starty imbir. Doprawiamy niewielką ilością soli i pieprzu. Dusimy ok. 20min.
Jeśli chodzi o wersję wegetariańską wystarczy ominąć fragment z dodawaniem mięsa :)
Do tego oczywiście moje ukochane penne :D






Ale żeby nie było, że cały czas siedzę w domu - poniedziałek spędziłam włócząc się po Wrocławiu z chłopakami z Jeleniej - nie omieszkałam wypić koktajlu jabłkowo-marchewkowo-ananasowo-imbirowego w Green Way'u :)
A wczorajszy wieczór spędziłam na prawie romantycznej kolacji z przyjacielem - można by powiedzieć, że po części z okazji naszego końca studiów, a po części z okazji wyjazdu naszych drugich połówek :D
Po długich dywagacjach padło na Pesto, o którym już kiedyś Wam pisałam - tym razem okazało się, że w poniedziałki i wtorki mają promocję na pizzę - każda za 15zł :) skusiliśmy się na krewetki z rukolą i kurczak z gorgonzolą. Do tego oczywiście białe wino :D Pyszne jedzenie, bardzo miła obsługa, świetne wnętrze :) Jedynym minusem jest lekki półmrok i brak możliwości zrobienia dobrych zdjęć :D Stąd pstryknięte po powrocie do domu - w nowym ciucholandowym nabytku - kamizelce :)







stat4u