wtorek, 16 kwietnia 2013

placuszki bananowe


Z mojego ulubionego kulinarnego bloga, czyli oczywiście http://topestka.blogspot.com/ placuszki bananowe - przepyszne i tak proste, że chyba bardziej prosto się nie da ! :D

Potrzebujemy na jakieś 8 placuszków :
- 1 banan
- 1 jajko
- trochę mąki

Jajko roztrzepujemy, dodajemy pokrojonego banana, widelcem robimy z tego jednolitą masę :) na koniec dodajemy mąkę, tak aby ciasto było dosyć gęste. Ja nie dodałam żadnych przypraw - same w sobie były wyśmienite :)
Po upieczeniu położyłam tylko na wierzchu serek waniliowy - pycha - zniknęły w 5 sekund :D

PS. Zdjęcie niestety nie oddaje tak dobrze ich pyszności - przepraszam, wewnętrzny łakomczuch zwyciężył nad potrzebą zdjęć :D




niedziela, 14 kwietnia 2013

Niedzielny spacer

Ostatnio było sporo przemyśleń, dlatego dziś tylko podsumowanie weekendu - minął zdecydowanie zbyt szybko :D A serio to było już dosyć naukowo - w maju zaczynam ostrą-ostatnią już walkę egzaminacyjną, więc czas powoli wziąć się do roboty :D Poza tym sporo czasu z moim Jordankiem, parę chwil na świeżym powietrzu - dziś spacer po Oporowie we Wrocławiu i śliczne krokusy sfotografowane przez Jordana :) Chciałam napisać, że nareszcie przyszła wiosna, ale chyba należałoby powiedzieć - wow, dziś było prawie jak latem :D Nawet kurtka, którą wzięłam do niczego się nie przydała! Prześlicznie było :)

A na sobie mam koszulę z sh (z United Colors of Benetton), kamizelkę też z sh i spodnie z Bershki.
I oczywiście moje nowe buty ze świebodzkiego - na żywo wyglądają jakoś dużo lepiej :D






 






piątek, 12 kwietnia 2013

przemyślenia po wyprawie na drugi koniec Polski

To nie była wyprawa taka jak zwykle - pełna energii, zapału do działania, to nie była wyprawa osoby, która swoją energią przenosiłaby góry, bo w pewnym momencie, w wirze własnych szaleństw i ta energia w końcu się wyczerpała. Pojechała tam osoba zmęczona, mająca wszystkiego dosyć, osoba, która najchętniej zamknęłaby się we własnym pokoju i nie wychodziła z łóżka. I nie było to zwykłe obniżenie nastroju związane z długą zimą, niedoborem słońca - choć to też pewnie miało swój wpływ, to było coś więcej, co trzeba było przemyśleć, przepracować, a jednocześnie naładować akumulatory. I udało się :)
Przyjechałam uśmiechnięta, ale już nie aż tak szalona, przyjechałam wyciszona, zasłuchana w siebie, w świat wokół, w ludzi, w przestrzeń, przyjechałam naładowana pozytywną energią, którą znalazłam w sobie, kiedy tylko wysiadłam z pociągu w Gdańsku - chociaż przez połowę drogi miałam przyjemność siedzieć obok ciekawie pachnącego jegomościa, chociaż koleżanka utknęła w korku i chociaż stałam pół godziny pod dworcem, marznąc na deszczu ze śniegiem i przenikającym wietrze. Znalazłam ją też potem, w pierwszych krokach w Sopocie, wchodząc na molo, patrząc w niekończącą się przestrzeń, słuchając wiatru, morza, niekończącej się symfonii dźwięków, czując na sobie wiatr i kropelki wody, czując, że żyję :) że świat wokół jest tak niesamowity :)
Przypomniałam sobie, że morze zawsze dawało mi tyle siły i energii :)

W Trójmieście byłam w sumie dobę - było też parę knajp w Sopocie, kilka w Gdańsku, czas spędzony z koleżanką, spacery z dawną miłością :) Dużo dobroci świata.
Potem kolejna doba - tym razem u Babci i części rodziny w Malborku. Gdzieś w między czasie mała herbaciarnia - chyba Retro. Prześliczna.
Na koniec dotarłam do Olsztyna, i zostałam. Najchętniej zostałabym na stałe. Ale w końcu trzeba wrócić do rzeczywistości. I wróciłam wczoraj. Niechętnie, ale też z przekonaniem, że tylko 2 miesiące - skończę studia i znów pojadę do najfajniejszej rodziny pod słońcem :)

Na koniec kilka zdjęć - telefon trochę się buntował, chyba wiedział, że przyjechałam się wyciszyć, a nie strzelać fotki :D

Czasem trzeba pojechać na drugi koniec Polski w poszukiwaniu siebie, spędzić prawie 20 godzin w pociągach, żeby znaleźć, wpaść na dobre pomysły, wejść na właściwą drogę, zdystansować się, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, i wrócić z prawdziwym uśmiechem :)


dworzec w Gdańsku - nudziło mi się trochę czekając na koleżankę :D

pierwszy dzień i od razu molo w Sopocie - pogoda była obrzydliwa !



SPATiF w Sopocie - mega klimatyczna knajpa

gdański Flisak i pyszny koktajl czekoladowo-jagodowy

drugiego dnia było za to prześlicznie :))




szpinakowy koktajl na Monciaku

i wersja po przeróbce

na koniec mała Kamila - córka mojej olsztyńskiej kuzynki

i oczywiście Kopernik :D



piątek, 5 kwietnia 2013

po-świąteczne inspiracje

Dziś jeszcze w klimatach świątecznych - mój autorski pomysł na makowca :D
Czyli jak prosto i szybko zrobić ciasto a'la makowiec :D

Zaczynamy od kruchego ciasta :
- 100g cukru
- 200g masła
- 300g mąki
- 2 żółtka

Siekamy masło z mąką, dodajemy cukier, żółtka, wszystko szybko zagniatamy i wkładamy do lodówki na pół godz. lub do zamrażarki na 10-15min.

Jeśli chodzi o mak to użyłam gotowej masy makowej :)

W między czasie przygotowujemy piankę na wierzch - czyli ubijamy białka z 2 jajek, dodajemy szczyptę soli i 2-3 łyżki cukru - w zależności jak bardzo chcemy, żeby było słodkie.

Gotowe ciasto wykładamy na blachę, pieczemy ok. 20min. w temp. 180 stopni.
Następnie wyjmujemy - nakładamy masę makową, polewamy gotową pianką z białek. Pieczemy jeszcze ok. 30 min aż pianka się ładnie zarumieni :)
Nawet mój Jordan - niespecjalny miłośnik makowców - powiedział, że taki makowiec mógłby jeść bez końca :D

PS. Na koniec miły akcent - na blogu http://popacznato.blogspot.com/ znalazła się bardzo miła recenzja mojego zimowego stroju - znanego chyba już każdemu :D






czwartek, 4 kwietnia 2013

po świętach

Jak to mówią "święta, święta i po świętach".
Było gotowanie, potem jedzenie, siedzenie przed TV z ojcem, jakieś tam próby spacerów - za oknem nieustająca zima zniechęca niestety do dłuższych wędrówek, były też oczywiście spotkania z przyjaciółmi, przesiadywanie w Kwadracie - najpopularniejszej knajpie w Jeleniej Górze, były też odwiedziny w nowej knajpce, która od pierwszego wejrzenia trafiła do mojego serca - Sofa na jeleniogórskim rynku - świetne wnętrze, fajny wystrój, ciekawy klimat.
I moje ulubione śliwkowe wino z wrocławskich wypadów na sushi :D

Były też wizyty w pałacach, które w naszym regionie "Doliny Pałaców i Ogrodów" są rzeczą zupełnie normalną :) Można tam nie tylko coś dobrego zjeść czy się napić, pobyć w pięknych wnętrzach, ale bardzo często też posłuchać muzyki na żywo - najczęściej klasycznej. Tym razem odwiedziłam Pałac Pakoszów i Pałac Paulinum - chociaż i tak moim ukochanym jest Pałac Wojanów :)

Wczoraj wieczorem wróciłam na chwilę do Wrocławia - z racji wolnego na uczelni do końca przyszłego tygodnia już jutro wyruszam dalej :D
Z potrzeby podładowania akumulatorów, małego oderwania się, chwili odpoczynku i wytchnienia - jadę zobaczyć morze w moim ukochanym Trójmieście, potem Babcię w Malborku, a na koniec pobyć z najfajniejszą Ciocią na świecie w Olsztynie :)
Do usłyszenia po powrocie :)
Wtedy już na pewno nadrobię wszystkie zaległości blogowe - za które najmocniej Was przepraszam :) Brak internetu na święta totalnie uniemożliwił mi bycie na bieżąco.

Na koniec przepis na świątecznie ciasto marchewkowe - przepyszne :))

Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 2 marchewki
- 0,5 szklanki cukru
- 0,5 szklanki oleju
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka cynamonu
- bakalie (ja użyłam migdałów)

Marchewki ścieramy na tarce. Białka ubijamy ze szczyptą soli, potem dodajemy delikatnie cukier, jeszcze chwilę ubijamy, powoli wlewamy olej, dodajemy proszek do pieczenia, cynamon, następnie bardzo delikatnie marchewkę - mieszamy. Na koniec dodajemy mąkę. Jeśli ciasto będzie zbyt twarde możemy dodać jeszcze trochę oleju, jeśli zbyt miękkie - mąki. Bakalie dodajemy na końcu lub posypujemy gotowe ciasto.
Wylewamy na blachę - ja użyłam papieru do pieczenia.
Pieczemy 40-60 min. w temp. 200 stopni.
Wszyscy się zajadali :)












stat4u