sobota, 20 kwietnia 2013

nowości

Zaniedbałam ostatnio trochę bloga z przyczyn obiektywnych - naukowych. Wielkimi krokami zbliżają się majowe egzaminy, w związku z czym cały wolny czas poświęcam książkom. Niestety. Takie studia :)

Dziś też wpadłam tylko na chwilę pokazać Wam moje nowe zakupy, prezenty :D
Po pierwsze ćwieki. Już od dawna zbierałam się do ich zakupu. Ale że moje zdolności manualne nie są zbyt oszałamiające cały czas sprawę odkładałam. Aż w końcu odważyłam się. I okazało się, że zamówiłam nie wkładane, tylko przyszywane ! Cóż za niefart. Sprawę sobie tylko utrudniłam. Ale może jakoś uda mi się to ogarnąć :D Trzymajcie kciuki :)

Po drugie wąsy. Zakochałam się jakiś czas temu w tym wzorze :)
I z tej okazji mój Jordan kupił mi "wąsiasty" zestaw :D Jest prześliczny i już nie mogę się doczekać, kiedy go założę :)

Udanego weekendu kochani, ja wracam do opasłych medycznych tomisk - dziś okulistyka :D






wtorek, 16 kwietnia 2013

placuszki bananowe


Z mojego ulubionego kulinarnego bloga, czyli oczywiście http://topestka.blogspot.com/ placuszki bananowe - przepyszne i tak proste, że chyba bardziej prosto się nie da ! :D

Potrzebujemy na jakieś 8 placuszków :
- 1 banan
- 1 jajko
- trochę mąki

Jajko roztrzepujemy, dodajemy pokrojonego banana, widelcem robimy z tego jednolitą masę :) na koniec dodajemy mąkę, tak aby ciasto było dosyć gęste. Ja nie dodałam żadnych przypraw - same w sobie były wyśmienite :)
Po upieczeniu położyłam tylko na wierzchu serek waniliowy - pycha - zniknęły w 5 sekund :D

PS. Zdjęcie niestety nie oddaje tak dobrze ich pyszności - przepraszam, wewnętrzny łakomczuch zwyciężył nad potrzebą zdjęć :D




niedziela, 14 kwietnia 2013

Niedzielny spacer

Ostatnio było sporo przemyśleń, dlatego dziś tylko podsumowanie weekendu - minął zdecydowanie zbyt szybko :D A serio to było już dosyć naukowo - w maju zaczynam ostrą-ostatnią już walkę egzaminacyjną, więc czas powoli wziąć się do roboty :D Poza tym sporo czasu z moim Jordankiem, parę chwil na świeżym powietrzu - dziś spacer po Oporowie we Wrocławiu i śliczne krokusy sfotografowane przez Jordana :) Chciałam napisać, że nareszcie przyszła wiosna, ale chyba należałoby powiedzieć - wow, dziś było prawie jak latem :D Nawet kurtka, którą wzięłam do niczego się nie przydała! Prześlicznie było :)

A na sobie mam koszulę z sh (z United Colors of Benetton), kamizelkę też z sh i spodnie z Bershki.
I oczywiście moje nowe buty ze świebodzkiego - na żywo wyglądają jakoś dużo lepiej :D






 






piątek, 12 kwietnia 2013

przemyślenia po wyprawie na drugi koniec Polski

To nie była wyprawa taka jak zwykle - pełna energii, zapału do działania, to nie była wyprawa osoby, która swoją energią przenosiłaby góry, bo w pewnym momencie, w wirze własnych szaleństw i ta energia w końcu się wyczerpała. Pojechała tam osoba zmęczona, mająca wszystkiego dosyć, osoba, która najchętniej zamknęłaby się we własnym pokoju i nie wychodziła z łóżka. I nie było to zwykłe obniżenie nastroju związane z długą zimą, niedoborem słońca - choć to też pewnie miało swój wpływ, to było coś więcej, co trzeba było przemyśleć, przepracować, a jednocześnie naładować akumulatory. I udało się :)
Przyjechałam uśmiechnięta, ale już nie aż tak szalona, przyjechałam wyciszona, zasłuchana w siebie, w świat wokół, w ludzi, w przestrzeń, przyjechałam naładowana pozytywną energią, którą znalazłam w sobie, kiedy tylko wysiadłam z pociągu w Gdańsku - chociaż przez połowę drogi miałam przyjemność siedzieć obok ciekawie pachnącego jegomościa, chociaż koleżanka utknęła w korku i chociaż stałam pół godziny pod dworcem, marznąc na deszczu ze śniegiem i przenikającym wietrze. Znalazłam ją też potem, w pierwszych krokach w Sopocie, wchodząc na molo, patrząc w niekończącą się przestrzeń, słuchając wiatru, morza, niekończącej się symfonii dźwięków, czując na sobie wiatr i kropelki wody, czując, że żyję :) że świat wokół jest tak niesamowity :)
Przypomniałam sobie, że morze zawsze dawało mi tyle siły i energii :)

W Trójmieście byłam w sumie dobę - było też parę knajp w Sopocie, kilka w Gdańsku, czas spędzony z koleżanką, spacery z dawną miłością :) Dużo dobroci świata.
Potem kolejna doba - tym razem u Babci i części rodziny w Malborku. Gdzieś w między czasie mała herbaciarnia - chyba Retro. Prześliczna.
Na koniec dotarłam do Olsztyna, i zostałam. Najchętniej zostałabym na stałe. Ale w końcu trzeba wrócić do rzeczywistości. I wróciłam wczoraj. Niechętnie, ale też z przekonaniem, że tylko 2 miesiące - skończę studia i znów pojadę do najfajniejszej rodziny pod słońcem :)

Na koniec kilka zdjęć - telefon trochę się buntował, chyba wiedział, że przyjechałam się wyciszyć, a nie strzelać fotki :D

Czasem trzeba pojechać na drugi koniec Polski w poszukiwaniu siebie, spędzić prawie 20 godzin w pociągach, żeby znaleźć, wpaść na dobre pomysły, wejść na właściwą drogę, zdystansować się, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, i wrócić z prawdziwym uśmiechem :)


dworzec w Gdańsku - nudziło mi się trochę czekając na koleżankę :D

pierwszy dzień i od razu molo w Sopocie - pogoda była obrzydliwa !



SPATiF w Sopocie - mega klimatyczna knajpa

gdański Flisak i pyszny koktajl czekoladowo-jagodowy

drugiego dnia było za to prześlicznie :))




szpinakowy koktajl na Monciaku

i wersja po przeróbce

na koniec mała Kamila - córka mojej olsztyńskiej kuzynki

i oczywiście Kopernik :D



piątek, 5 kwietnia 2013

po-świąteczne inspiracje

Dziś jeszcze w klimatach świątecznych - mój autorski pomysł na makowca :D
Czyli jak prosto i szybko zrobić ciasto a'la makowiec :D

Zaczynamy od kruchego ciasta :
- 100g cukru
- 200g masła
- 300g mąki
- 2 żółtka

Siekamy masło z mąką, dodajemy cukier, żółtka, wszystko szybko zagniatamy i wkładamy do lodówki na pół godz. lub do zamrażarki na 10-15min.

Jeśli chodzi o mak to użyłam gotowej masy makowej :)

W między czasie przygotowujemy piankę na wierzch - czyli ubijamy białka z 2 jajek, dodajemy szczyptę soli i 2-3 łyżki cukru - w zależności jak bardzo chcemy, żeby było słodkie.

Gotowe ciasto wykładamy na blachę, pieczemy ok. 20min. w temp. 180 stopni.
Następnie wyjmujemy - nakładamy masę makową, polewamy gotową pianką z białek. Pieczemy jeszcze ok. 30 min aż pianka się ładnie zarumieni :)
Nawet mój Jordan - niespecjalny miłośnik makowców - powiedział, że taki makowiec mógłby jeść bez końca :D

PS. Na koniec miły akcent - na blogu http://popacznato.blogspot.com/ znalazła się bardzo miła recenzja mojego zimowego stroju - znanego chyba już każdemu :D






stat4u