Majówka w tym roku urozmaicona, zarówno pod względem pogody, jak i aktywności.
Zaczęło się 1 maja od porannego biegania, potem spacer po cieplickich parkach i koncert Red Lips, wieczorem miejscowe rockowe granie w Kwadracie (bardzo fajny zespół No Sugar), a na koniec podniebne akrobacje czyli Teatr Ocelot. No, i przede wszystkim pogoda dopisała - majówka zaczęła się ciepło i słonecznie :)
Niestety - na tym zakończyła się ładna pogoda... 2 maja wyruszyliśmy na wyprawę do Wałbrzycha - otuleni chmurami, siąpiącym deszczem, arktycznie zimnym wiatrem... W Wałbrzychu razem z przyjaciółmi zwiedzaliśmy Zamek Książ, a potem Palmiarnię. Pogoda nie dopisała, ale ludzie za to aż w nadmiarze.. Po zamku chodziło się gęsiego, taki był tłum. Kwiatów - jako, że miał być to festiwal kwiatów niestety jakoś specjalnie nie zobaczyłam.. a szkoda. Palmiarnia ładna, ale o dziwo - w środku zimno. A rośliny raczej tropikalne. Ludzi już na szczęście nieco mniej. Najbardziej podobała nam się wystawa drzewek bonsai - niektóre okazy ponad stuletnie. Robią wrażenie :)
Dzień skończyliśmy z paczką przyjaciół na imprezie urodzinowej koleżanki :) Chociaż atrakcją wieczoru był jej prześliczny pies berneńczyk :D ale i przeraźliwie ogromna ilość jedzenia - nie udało mi się spróbować wszystkiego niestety :P
Poranek 3 maja przywitał nas w Wałbrzychu śniegiem z deszczem... W związku z czym dosyć szybko pociągiem wróciliśmy do Jeleniej Góry, włączając w mieszkaniu kaloryfery, żeby ogrzać zmarznięte części ciała :D Wieczór, czyli zakończenie weekendu z przyjaciółką w miejscowej Metaforze. Bo już niedziela (wreszcie nieco słoneczna, choć nadal przeraźliwie zimna) upłynęła mi na przygotowaniach do wyjazdu do Wrocławia na kolejny kurs - wracam dopiero 12 maja..
Zdecydowanie za szybko minął ten majówkowy weekend :D
 |
| jedyne kwiaty, które udało nam się zobaczyć |