Nareszcie piątek i malutki odpoczynek od nauki - właśnie zaraz wychodzę zobaczyć wreszcie ludzi i centrum Wrocławia :D Nie mam pojęcia gdzie idę, co będę robić, i jest to w ogóle do mnie nie podobne, ale dziś to zupełnie nie ma znaczenia :) idę chłonąć rzeczywistość i zarażać ludzi moim pozytywem. Ostatnio gdzieś mi się zgubił, ale na szczęście już go odnalazłam :)
Z tej okazji też moja ulubiona ostatnio piosenka - wynalazł ją dla mnie przyjaciel :D
Przyjechałam wczoraj do Wrocławia... Rzadko mi się to zdarza, ale jednak, dopadł mnie pewien rodzaj melancholii, może niezgody z zastaną rzeczywistością, taki stan, kiedy dusza i ciało mają ochotę być gdzie indziej, robić coś zupełnie innego, a nie mogą. Te dwa tygodnie ferii świątecznych minęły tak szybko i tak intensywnie, że teraz trochę zajmie mi powrót do rzeczywistości, bolesnej rzeczywistości - za 2 tyg egzamin z ginekologii (dziś zaczęłam ostrą naukę), potem jeszcze ortopedia i anestezjologia. I tak do 5 lutego. Straaaasznie długo.... Może chociaż na ferie wymyślę coś szalonego - myślę o kolejnym wypadzie do Trójmiasta :D a może jakiś inny zakątek Polski?
Wczoraj jeszcze z okazji braku jedzenia w lodówce, zamkniętych sklepów z powodu Trzech Króli i chęci poprawienia sobie humoru wybrałam się z moim Jordanem na pizzę - w nowej koszuli. Podróbka zary sprowadzana przez koleżankę z Azji - już ją uwielbiam :)
Minęły święta, minął sylwester i nagle jest już 4.01 ! Ostatnio czas pędzi nieubłaganie..
Ale już dawno nie mijał aż tak intensywnie i już dawno nie byłam tak szczęśliwa :))
Egzamin
z pediatrii w okresie przedświątecznym zdałam na piątkę, potem
przygotowywałam święta, ale że uwielbiam gotować nie sprawiło mi to
specjalnie problemu. Potem była ścianka wspinaczkowa, spotkania z
przyjaciółmi, i święta minęły - wyjechałam na północ :D Bardzo
intensywny, szalony, ale i niezapomniany czas! Byłam jeden dzień u
rodziny w Malborku, a potem 2 dni w Trójmieście. Zaliczyłam - molo w
Sopocie, Monciak, sopockie knajpy - Scena jest moim ulubionym lokalem w
Sopocie - nie dość, że położona na samej plaży przy Grand Hotelu, to
jeszcze za jedyne 15zł był jam session jazzowy - grał m.in. Leszek
Możdżer, były tańce, a w drugiej sali krótkie sztuki teatralne - jednym
słowem miejsce idealne. Chcieliśmy z Arturem-przyjacielem, z którym tam
byłam, ukraść Scenę do Wrocławia :D potem był jeszcze klub Czekolada,
który jednak odradzałabym Wam.. W tym miejscu należałoby wspomnieć też o niesamowitych ludziach z Trójmiasta, których poznaliśmy w Scenie - pozdrowienia szczególnie dla naszego przewodnika po Gdyni Roberta :)
Następnego dnia był jeszcze Długi Targ w
Gdańsku, spacer nad Motławą, a na koniec Gdynia - skwer Kościuszki,
Kamienna Góra (świetny widok nocą na oświetlony port i właściwie całą
Gdynię) i z zewnątrz niesamowita hala Prokomu (czyli gdyńskiej
koszykówki) i stadion Arki Gdynia. Najbardziej podobała mi się chyba ta
hala - wyglądała trochę jak leżący dinozaur (znalazłam nawet - nazywa
się taki stegozaur) :D
Po nocnej podróży pociągiem powróciłam i
zaczęłam szalone przygotowania do sylwestra w moim mieszkaniu. Impreza
była niesamowita - mega dużo pysznego jedzenia, tańce, karaoke, nad
ranem nawet męska wojna na rymy :D jednym słowem-dużo się działo! A
najfajniejsze było to, że wszyscy najbliżsi mi ludzie byli wreszcie
razem :) jak jedna wielka rodzina :) oby kolejne w naszym wydaniu były
tylko lepsze!
A teraz - odpoczywam w mojej Jeleniej Górze, przed
niedzielnym wyjazdem do Wrocławia i początkiem nauki do egzaminu z
ginekologii :D
Wszystkiego dobrego kochani w Nowym Roku - oby
wszystkie Wasze marzenia się spełniły - bo chcieć to znaczy móc, a życie
jest tylko jedno i nie warto tracić czasu na planowanie, postanowienia
noworoczne, ten czas przeznaczcie na działanie !
Jutro zdaję pierwszą część egzaminu z pediatrii - trzymajcie kciuki :D w czwartek drugą...
A że dawno mnie nie było postanowiłam napisać, że żyję i mam się dobrze :D
W piątek mieliśmy super wigilię grupową. Było pyszne jedzenie, grzane wino, ale białe - od tej pory kocham białe grzane wino - z suszonymi morelami, miodem i cytryną - polecam Wam :) z tego miejsca pozdrowienia dla twórcy tej pyszności czyli Kuby :))
Do tego miałam na sobie nową sukienkę - prezent od mojego Jordana :) znaleziona podczas ostatniej wizyty na dworcu świebodzkim :)
Jakość zdjęć niestety związana jest z klimatycznym nastrojem naszej wigilii - słabym oświetleniem :D całusy kochani - już nie mogę doczekać się przyszłorocznej naszej wigilii :*
Ostatnio czas mija mi ekstremalnie szybko. Zeszły weekend minął dość hucznie - koncert Marcina Spennera i Biby- niezapomniane wrażenia - chłopaki świetnie śpiewają, polecam Wam ich koncerty akustyczne (poniżej filmiki z koncertu chłopaków w Sopocie, chociaż myślę, że przez te pół roku naprawdę się rozśpiewali :) i jest duża różnica). Potem w sobotę jeszcze parapetówka u kolegi z grupy - zdjęcia nie nadają się do publicznego pokazywania :D Tydzień na uczelni minął równie miło - na neonatologii :))
Z najnowszych zajawek to strasznie się cieszę, bo zaraz po świętach, na które jadę oczywiście do mojej Jeleniej Góry, wyjeżdżam na 3 dni "na północ" - odwiedzę Babcię w Malborku, a potem wpadnę na dzień-dwa do Sopotu. Ten wyjazd jest najbardziej spontaniczną rzeczą jaką ostatnio wymyśliłam :D Zadzwonił do mnie przyjaciel z Jeleniej i powiedział, że jedzie do rodziny do Sopotu, na co ja - dlaczego nie bierzesz mnie ze sobą? I tym sposobem jedziemy razem pociągiem "na północ" :D Niesamowicie się cieszę, bo nigdy nie widziałam morza zimą :)
W między czasie z ilości wrażeń i stresów nabawiłam się zapalenia
żołądka i stąd pomysł na obiad - delikatny, dietetyczny, a jednocześnie
bardzo dobry :)
Grillowany kurczak w ziołach, z marchewką i pełnoziarnistym makaronem penne.
Zaczynamy od wlania do miseczki niewielkiej ilości oleju, nasypania soli, pieprzu, dużej ilości ziół prowansalskich i suszonej bazylii, wymieszania i obtoczenia w powstałym sosie piersi z kurczaka. Tak przygotowaną pierś wkładamy na rozgrzaną patelnię (już bez tłuszczu, bo sos był z olejem). W między czasie gotujemy makaron. Marchewkę kroimy w kostkę, zalewamy niewielką ilością wody i gotujemy aż będzie miękka, na koniec dodajemy niewielką ilość soli i 50g masła - uwielbiam połączenie aromatu gotowanej marchewki i masła :) I gotowe! Jak zwykle prosto i smacznie :)