czwartek, 29 listopada 2012

moje małe szaleństwa

Rzadko ostatnio piszę, bo niestety całymi dniami albo siedzę na uczelni, albo uczę się - aktualnie pediatrii na grudniowy (przedświąteczny) egzamin.
Ale to nie znaczy, że zupełnie nic poza tym nie robię - jak zwykle nie mogę żyć bez moich małych szaleństw - we wtorek byłam na hinduskich andrzejkach w klubie Alive. Były pokazy hinduskich tańców, malowanie henną (poniżej pamiątka), a na koniec impreza do późnych godzin nocnych w bollywoodzkich rytmach :)
A dziś do szaleństw dołączyły zajęcia z ortopedii i nauka zakładania gipsów - i zdjęcie zrobione dla żartu (mój chłopak i przyjaciółki dali się nabrać - przepraszam Was kochani za te głupie żarty:* ).
A jutro wybieram się na koncert Marcina Spennera i Biby - też do Alive :)






niedziela, 25 listopada 2012

pomysł na nową fryzurę

Dawno nie było nic o moich wyjściach, a ostatnio trochę się tego nazbierało :)
W ciągu ostatnich dwóch tygodni zaliczyłam - festiwal w Instytucie Grotowskiego na temat rzezi Ormian, potem jeszcze festiwal w Dolnośląskim Centrum Filmowym niemieckich filmów o migracjach - poruszający film "Obca", na koniec festiwal Trzy Żywioły w Kinie Nowe Horyzonty i dokument "Antarktyczna podróż sir Ernesta Shackletona", do tego można byłoby powiedzieć "na deser" koncert jazzowy w małym klubie Collosseum.

A dzisiejszy niedzielny dzień, oprócz gotowania oczywiście (conchiglioni nadziewane sosem bolognese i zapiekane) spędziłam na jarmarku bożonarodzeniowym, który na wrocławskim rynku został otwarty w piątek - jak zwykle pyszne grzane wino, do tego stoiska z wszelkimi możliwymi bibelotami - bombkami, aniołkami, torebkami, kolczykami, kończąc na słodyczach, smażonej kiełbasce, pitnym miodzie, blinach i gofrach - jednym słowem każdy znajdzie coś dla siebie :)

Na koniec weekendu wybrałam się też na spektakl Teatru Pieśni Kozła "Pomnę, pomnę... " inspirowany historią przesiedlenia mieszkańców Tarnowicy Polnej (tereny dzisiejszej Ukrainy) na Dolny Śląsk, do Bystrzycy Kłodzkiej. Niesamowity, wzruszający spektakl, pełen pieśni pogranicza polsko-ukraińskiego, wykonywanych przez zespoły ludowe kultywujące tradycje swoich przodków. Niesamowita w tym wszystkim jest myśl, że być może kobiety w mojej rodzinie tak samo kiedyś śpiewały :) I niesamowicie metafizycznym przeżyciem jest taka łączność z przodkami - połowa mojej rodziny pochodzi właśnie z pogranicza polsko-ukraińskiego.

Przy okazji - góralska, nieco ludowa stylizacja :)
Dwa warkocze, sweter z góralskim motywem, czerwone kolczyki i czerwono-zielone korale.














czwartek, 22 listopada 2012

zupa dyniowa

Jako, że jesień cały czas za oknem - kolejne kolorowe, jesienne, a jednocześnie aromatyczne i rozgrzewające danie - zupa z dyni :)
Są różne sposoby przygotowywania dyni - ja preferuję gotowanie dyni.

Zaczynamy od obrania i pokrojenia dyni i marchewki, zalania niewielką ilością wody. Warzywa gotujemy na średnim ogniu, dodając niewielką ilość soli. Dodajemy również starty imbir. Moje gotowały się kilka godzin (jakieś 2-3) aż były super miękkie i idealne do zmiksowania. Na koniec przyprawiamy jeszcze do smaku - solą, pieprzem, gałką muszkatołową.
Podając możemy dodać na wierzch kleks śmietany.
Pycha :)

Składniki:
- kawałek dyni (moja miała jakieś 80dag)
- 4 marchewki
- imbir (mały kawałek)
-sól, pieprz, gałka muszkatołowa



poniedziałek, 19 listopada 2012

"sałatka Cioci Reni"

Sałatka nazywana w moim domu "sałatką Cioci Reni" - twórczynią przepisu, a przynajmniej osobą rozpowszechniającą tenże przepis jest moja ukochana Ciocia :) z tego miejsca - uściski i całusy :*
Sałatka jest jedną z moich ulubionych sałatek - po pierwsze jest pyszna, po drugie bardzo łatwo i szybko się ją przygotowuje.

Składniki:
- 1 op. kukurydzy (duża puszka)
- 1 słoik selera
- 1 puszka ananasów
- 20 dag sera żółtego
- 20 dag szynki
- 1-2 jajka
- majonez

Kukurydzę i seler odsączamy, wrzucamy do miski, ananasa również odsączamy i kroimy na małe kawałeczki, ser i szynkę kroimy w kostkę, jajka gotujemy na twardo i kroimy w kostkę. Wszystko mieszamy. Sos - mieszamy w równych proporcjach majonez z syropem z puszki ananasów. Zalewamy sałatkę sosem, odstawiamy na dwie godziny do lodówki.
Smacznego! :)






niedziela, 18 listopada 2012

uczta dla przyjaciół

Dziś przepis, który idealnie nadaje się na małe przyjęcie jak i na uroczysty niedzielny obiad :)
Od podstaw jest moim własnym pomysłem i dziełem, dlatego jeśli macie jakieś uwagi to chętnie posłucham :)

A jest to - zapiekane conchiglioni, czyli muszle z nadzieniem z ricotty, łososia i kilku dodatków w sosie pomidorowo-śmietanowym.

Dzisiejsza wersja jest dosyć ostro-kwaśna, jeśli macie ochotę na delikatne danie polecam nie dodawać kiwi :)

Zaczynamy od kupienia muszli, co okazuje się wcale nie jest takim łatwym zadaniem, przynajmniej we Wrocławiu. Kiedy już je mamy - gotujemy wg przepisu na opakowaniu, aby były al dente. Ja ugotowałam około 50 muszli - połowę mojego opakowania 500g. Odstawiamy do ostygnięcia, w tym czasie przygotowujemy farsz.
Łososia gotujemy w niewielkiej ilości wody (aby tylko przykryła rybę), lekko osolonej, na małym gazie, około pół godziny (aż zmieni kolor i nie będzie surowy).
Cebulę i czosnek szatkujemy, wrzucamy do miski, dodajemy do tego opakowanie ricotty, odsączoną kukurydzę, pokrojone kiwi i na koniec ugotowanego i podzielonego na drobne kawałeczki łososia. Wszystko mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem.
Farsz nakładamy do przygotowanych wcześniej muszli.
Sos - mieszamy śmietanę z pokrojonymi pomidorami (kupiłam małe opakowanie Pudliszek 400g).
Naczynie żaroodporne smarujemy niewielką ilością tłuszczu (masło/margaryna), układamy warstwę muszli, zalewamy niewielką ilością sosu, układamy kolejną warstwę, znów polewamy sosem, potem ostatnia warstwa i polewamy pozostałą ilością sosu.
Wkładamy do piekarnika na 180-200 stopni na 40 minut.
Smacznego !

Składniki:
- makaron muszle
- 1 op. sera ricotta
- 1 cebula mała
- 4 ząbki czosnku
- 1 kiwi
- 1 op. kukurydzy (małe)
- łosoś (200-300g)
-sól, pieprz
- śmietana 18%
- 1 op. krojonych pomidorów




stat4u