Ostatnio sporo się dzieje. Miałam siedzieć w domu i uczyć się do ostatniego podejścia do LEKu, czyli egzaminu podsumowującego studia i niezbędnego do uzyskania pełnego prawa wykonywania zawodu, ale pilnie musiałam wyjechać do Szczecina - ratować mojego mleczaka :D Dlaczego akurat do Szczecina? Tam mieszka i przyjmuje moja przyjaciółka stomatolożka, której jedynej ufam w kwestii mojego uzębienia :) Wyjazd był to szalony - we wt wyjazd, na miejscu byłam późnym wieczorem, w środę akcja stomatologiczna i powrót do Jeleniej Góry. A już w piątek wyjeżdżałam na wspomniany wcześniej egzamin do Wrocławia. Jedno wielkie szaleństwo, ale chyba lubię to :D
Egzamin poszedł chyba nieźle, dziś powinny być wyniki :) Poza tym to był bardzo pozytywny weekend - spotkania z przyjaciółmi ze studiów, które natchnęły mnie bardzo dużą ilością dobrej energii :) do tego wieczorne włóczenie się po mieście, trochę czułam się jak na wakacjach.. no i oczywiście zakupy na dworcu Świebodzkim - w szafie nowa sukienka :D
Powrót do domu, nowy tydzień i nowa dawka szaleństw, tym razem związana z rzeczami, które trzeba załatwić, z zakupami, które trzeba zrobić, z porządkami, bo chociaż wydaje mi się, że ciągle sprzątamy, to kurz pojawia się ciągle na nowo :D z ciastem, które mam ochotę upiec - bo ostatnimi czasy robię jedno-dwa ciasta w tygodniu :) wczoraj zrobiłam tartę z kremem budyniowym i gruszkami - z mojej ulubionej ostatnio strony, czyli mojewypieki.com. A jeszcze sprawy do załatwienia w szpitalu, we Wrocławiu w urzędzie wojewódzkim w związku z rozpoczęciem od listopada specjalizacji z chorób wewnętrznych - jutro jadę, nie mówiąc o konieczności zaplanowania fryzjera na przyszły tydzień, bo 6.10 wyjeżdżam na dwa tygodnie - najpierw tydzień u rodziny w Olsztynie, a potem kolejny tydzień z przyjaciółmi ze studiów w Białymstoku i Puszczy Białowieskiej :) Już sobie stworzyłam listę spraw do załatwienia, bo niedługo sama się w tym wszystki pogubię.
Na szczęście ma wrócić do nas złota polska jesień, bo póki co początek tygodnia działał nieco dobijająco.
A już na weekend mamy gości-oczywiście moich przyjaciół ze studiów - idziemy na otwarcie sezonu w naszym teatrze, a jednocześnie otwarcie Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych - spektakl "Koniec świata w Deer's Hill City", czyli western na dzikim zachodzie, ale trochę jakby w Jeleniej Górze patrząc na tytuł :) A w kuchni przygotowuję dzień azjatycki - zaczynamy od sushi, potem zupa tajska, a na koniec danie z makaronem ryżowym z woka :)
Taak, szaleństwa nie ma końca, i tak pewnie do czasu aż pójdę do pracy - czyli do połowy listopada :) Nie wiem jak wy, ale ja będąc w środku takiego wiru czuję, że żyję :)) A myślę, że jesienią to tym bardziej się przydaje, żeby człowiek nie zaległ w domu, przed telewizorem, czy komputerem, tracąc resztki energii. Jesienią trzeba znaleźć sobie jakąś zajawkę - to już od was zależy jaką :) powodzenia w szukaniu :)
I znów kilka najnowszych zdjęć :) głównie z naszych spacerów - łapaliśmy ostatnie chwile lata ;)
 |
z Kitą na balkonie :) |
 |
lekko zmrożona tarta z mascarpone i jagodami |
 |
Pałac Wojanów |
 |
tzw. żwirownia - tuż za Jelenią Górą |
 |
moje pierwsze sushi :) |
 |
widok na nasze osiedle i Karkonosze :) |
 |
a to zdjęcie podobno ludzi straszy :D |
Wow, ale się u Ciebie dużo dzieje! :) Przygody z mleczakami - skąd ja to znam - moje piątki również postanowiły pozostać na całe życie :D
OdpowiedzUsuńTeż mam ostatnio nieustanną ochotę na pieczenie ciast, coś czuję, że to w ramach zatrzymania lata na siłę :D Co do kucharzenia - ostatnio w końcu zakupiłam wok specjalnie z myślą o kuchni azjatyckiej i jestem zachwycona zakupem - a najbardziej gotowanie w nim.
Super zdjęcia! Pozdrowionka :)
jak zawsze w biegu :))
OdpowiedzUsuńnigdy nie jadłam sushi :D
OdpowiedzUsuńWidze, ze u Ciebie tez weekend pod znakiem gosci :D do mnie przyjezdzaja juz w pt w dzien tesciowie i rowniez szykuje (narazie w głowie) mnóstwo pyszności.. jako, że zostają do niedzieli to zabieram ich w kulinarną podróż dookoła świata i będę serwowała potrawy z różnych kuchni :D miłego gotowania i spotkania!
OdpowiedzUsuńP.S Sushi wyglada super!!
Buziaki :*
Miałaś piękny czas. Powroty do Wrocławia są zawsze jak wycieczka, mnie nawet życie tutaj przypomina wieczne wakacje. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNo fajnie, że znów piszesz:)
OdpowiedzUsuńDobrych wyników LEK-u!
masz mleczaka? :D
OdpowiedzUsuńpięknie się Twoje sushi prezentuje! jadłabym :3
i zagryzłabym tartą jagodową..
powodzenia kochana! :*
Siedzę właśnie w grubej bluzie i jak patrzę na Twoje zdjęcia to trochę mi smutno. Ale tylko trochę :)
OdpowiedzUsuńA tarta wygląda smakowicie!
Świetne to ostatnie zdjęcie,piękne brzózki w tle,sama posadziłam w tym roku w ogródku cztery :)
OdpowiedzUsuńTrudną wybrałaś specjalizację,taki rozległy temat...
Zazdroszczę ,że masz teatr w swoim mieście.
Ciekawe jakie ryby (gatunki) żyją w tej żwirowni ? Jako wędkarza bardzo mnie to interesuje...
OdpowiedzUsuńplocie, leszcze, sandacze, szczupaki tez sie zdarzaja :) :P
UsuńW tym poście urzekły mnie trzy rzeczy-ostatnie szmaragdowe spodnie; Wojanów-cudny jak i cały Dolny Śląsk no i kicia ;-).
OdpowiedzUsuńŚWIETNIE WYGLĄDASZ :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę mleczaków, ja swoje już dawno zgubiłam, żeby mieć aparat a to tylko na ząbkach stałych :D
OdpowiedzUsuńTarta - rewelacja!!!